Menu

Trzeźwiejący Tata

O swoich dzieciach, eksach, alkoholizmie i trzeźwieniu.

XXVIII Kant

mickjz
pobrane
 
Mam na imię Mick i jestem alkoholikiem.
 
Mam ochotę na wódkę. Ogromną wódkę. Na tak ogromną wódkę, która się nie skończy, przynajmniej zanim ja się nie skończę. Nie mam ochoty się wstawić, upić, czy nawet skuć do nieprzytomności. Mam przemożną chęć wlać w siebie ilość ostateczną.
 
Zamykam za sobą drzwi. Niedbale zzuwam z siebie buty i ciskam je w kąt, byle jak. Torba w kąt. Ściągam z ręki zegarek, z tylnej kieszeni wyjmuję portfel, z przedniej klucze i wszystko rzucam na komodę przy wejściu. Papierosy i zapalniczkę też wyciągam, ale zabieram ze sobą na kanapę przed telewizorem. Tak samo telefon, choć nie wiem w zasadzie po co, nikt przecież do mnie nie dzwoni, ja do nikogo też nie zamierzam. Może po to, by zaprogramowany budzik wytrącił mnie z podlanego wieloma promilami snu i posłał do pracy na drugi dzień rano.
 
Rozsiadam się wygodnie i odpalam papierosa, pierwszego z wielu. Zaciągam się nim lekko i z zawieszonym w kąciku ust, ręką podnoszę szklankę pod światło przebijające się pomiędzy nie do końca zaciągniętymi zasłonami w oknach i sprawdzam czy szklanka jest wystarczająco czysta.
- Ujdzie. - bardziej myślę, niż mówię do siebie.
Kładę szklankę na ławie i łapię za butelkę. Odkręcam jednym płynnym ruchem i nalewam do szklanki mniej więcej połowę. Nawet nie odstawiając flachy łapię ją wolną ręką i wychylam do dna tylko po to by postawić ją na powrót na ławę i znowu nalać. Dopiero teraz odstawiam zakręconą butelkę i głęboko zaciągam się papierosem i włączam telewizor.
 
Jak co wieczór zaczynam swój kilkugodzinny spacer po jałowym parku rozrywki XXI wieku. Szusuję między kanałami telewizyjnymi bez ustanku, jak narciarz między tyczkami slalomu. Byle ominąć, byle zauważyć na tyle, by nie zahaczyć. Nie interesuje mnie dojechanie do końca, bo nie ma końca. Już od dawna też nie ma początku. To wszystko tylko po to by oszukać mózg i stracić poczucie czasu. Tylko jak to zrobić, skoro od kiedy pamiętam odliczam go szklankami i butelkami?
 
Papieros, łyk whisky, rzut oka na telewizor i tak w kółko. Co jakiś czas kontrolne spojrzenie na butelkę by upewnić się, że wystarczy na dzisiaj. Nie szkodzi, że całkiem niedawno też sprawdzałem, muszę to robić, muszę do samego końca mieć pewność, że nie dopiję do czystego dna. Wystarczy, że na swoim się znajduję, we flaszce nie mogę dać mu się pojawić.
 
Czasami wystarczała mi godzina żeby upić się do cna, bywało że budziłem się wtedy zbyt wcześnie i np. o trzeciej nad ranem musiałem na szybko dopić setkę lub dwie, by na powrót zapaść w swoją upragnioną śpiączkę.
 
Czasami wręcz przeciwnie, katowanie się długimi godzinami nie potrafiło mnie za nic zmorzyć i dopiero późno po północy, kiedy na wszystkich kanałach pojawiało się logo stacji, albo emitowali powtórki powtórek odstawiałem szklankę i już wprost z butelki ładowałem w siebie alkohol, aż do momentu kiedy mi się zrobi niedobrze, aż do chwili kiedy zakręcą mi się w głowie helikoptery i nie będzie innego wyjścia jak położyć głowę na poduszce.
 
Dzień świstaka na kompletnym rauszu. Pijaństwo, które na kredyt z horrendalnie wysokim oprocentowaniem odsuwało ode mnie jutro, w którym musiałem, a przynajmniej powinienem, zetrzeć się ze wszystkimi problemami małymi i dużymi, z jakimi każdy przeciętny Kowalski i Smith, jak świat długi i szeroki, się ścierają. I przy okazji te moje własne demony, o jakich z największą ochotą bym chciał zapomnieć, ale są zbyt duże by udawać, że ich nie ma. Nie na trzeźwo w każdym razie. Więc na pohybel! Do dna! Nawet jeśli miałoby się okazać moim. Wolę oszukiwać się wódką i kacem niż zauważyć, że moje życie bardzo daleko odbiega od tych słodko pierdzących produkcji TVN. Makieta! Kamera! Akcja! Oszuści i chuje.
 
Udawanie przy pomocą alkoholu, że nic się nie dzieje i robienie dobrej miny do złej, kompletnie fatalnej gry, zajęło mi sześć lat z górką. Oczywiście nie muszę kłamać, że cały ten syf o jakim wolałem nie myśleć spokojnie sobie czekał przez ten czas, aż w końcu sobie o nim przypomnę i zacznę działać. Wiadomo przecież, że sprawy pozostawione sobie toczą się od złego do jeszcze gorszego, to wszystko pączkowało i się rozrastało do rozmiarów tak potężnych, że co i rusz, jak sobie usiądę i o tym pomyślę, niemal robię ze strachu pod siebie. Tak jak dzisiaj, tak jak teraz.
 
Do przewidzenia było, że sprzątanie nie będzie ani łatwe, ani lekkie, a już na pewno nie przyjemne. Liczyłem się z tym i powiedzmy, że jako tako miałem pojęcie na co się piszę.
Nie miałem pojęcia o tym, że trzeźwiejąc rozjuszę Paranoję, bo niby czym?
 
Jesteśmy od dawna po rozwodzie, ma na nowo poukładane życie z innym facetem i wspólnie dbają o domek na przedmieściach i trawnik dookoła niego. Fakt, jest rozwódką i nosi moje nazwisko, tak jak i dzieci z resztą. Nie ona jedyna, ani pierwsza, ani ostatnia.
 
Paradoksalnie, kiedy piłem i od czasu do czasu wpadałem jak przeciąg by spędzić z dziećmi weekend, oprócz naszych gówniarskich utarczek słownych, nic złego się nie działo. Pokłapaliśmy, i to też nie zawsze, na siebie dziobami, któreś drugiemu pokazało kółko na czole i toporki wojenne znowu zakopane. Podjeżdżałem, zabierałem malce do siebie, spędzaliśmy nasz wspólny czas, odwoziłem je i tyle. Do zobaczenia następnym razem.
 
Teraz kiedy jestem tuż przy nich, przynajmniej w sensie odległości, nagle okazało się, że ona ma wątpliwości czy aby na pewno jestem wystarczająco odpowiedzialny aby móc się opiekować dwójką naszych dzieci. Dwójką już za chwilę nastoletnich dzieci, nie jakichś dwu, czy trzyletnich brzdąców. Kiedy może mieć niemal pewność, że nie będę spożywał alkoholu w ich obecności, czego nota bene i tak nie robiłem. Teraz przynajmniej wie, że byłem w ośrodku i mam spore zaplecze ludzi, którzy zawsze i chętnie mi pomogą, jak i zasób wiedzy dzięki któremu za szybko nie dam się sobie wykoleić, jeśli w ogóle.
 
Nie potrafię tego ogarnąć moim umysłem. Jeszcze bardziej nie potrafię ogarnąć tego, co spotkało mnie dzisiaj. Tego, co musiało się wydarzyć, by do tego doszło, jaka jest tego cena i kto ją zapłaci? Samo staranie się odpowiedzieć na to pytanie napawa mnie przerażeniem.
 
Dzisiaj gdy przyjechałem zabrać moje dzieci, bo mimo że od ponad dwóch miesięcy Paranoja ich nie puszcza, cierpliwie i konsekwentnie po nie jeżdżę, akurat były na dworze. Czesiek gdy zauważył mnie za płotem puścił się biegiem do domu kilkukrotnie się potykając. Nie patrzył gdzie biegnie, gdyby patrzył, musiałbym znaleźć się w polu jego widzenia. Nienaturalnie skręcił więc głowę tak by mnie nie widzieć i leciał na złamanie karku. Moje wołanie za nim nic nie dało, biegł dalej. Mała Mi również ruszyła w stronę wejścia do domu, lecz gdy ją zawołałem zwolniła, a potem się zatrzymała ze spuszczoną głową tuż przed swoją matką.
- No idź jak chcesz. - odezwała się Paranoja.
Młoda ruszyła do mnie wolnym krokiem z wciąż spuszczoną głową. Gdy ją przywitałem, sięgnąłem do niej przez płot i uniosłem jej brodę. Brakowało pół chwili by wybuchnęła płaczem. Oczy zaszklone na poczerwieniałej twarzy. Przytuliłem ją na ile płot pozwolił i tak sobie postaliśmy chwilę. Ex oczywiście pięć kroków za nią, nie usłuchała prośby by dała nam na chwilkę spokój.
- Będziesz się widywał z dziećmi tylko kiedy ja ci pozwolę i tylko w moim towarzystwie. - powiedziała i dalej tkwiła w miejscu jak zmieniona w słup soli żona Lota.
Nie mogłem nijak odpowiedzieć na jej uśmiech satysfakcji mimo, że gotowało się we mnie. Wystarczyłoby jedno słowo kłótni i Mała Mi zalałaby się łzami i kto wie co jeszcze by się stało. Zamiast tego pożegnałem się z nią obiecując, że takie sytuacje nie potrwają już długo i w końcu będzie normalnie. Odszedłem nie wzywając nawet policji by spisała raport o ponownej odmowie ex wydania mi dzieci na widzenie.
 
Siedzę teraz w domu i sam zaraz się rozryczę jak moja córka przy tym cholernym płocie. Miotam się. Mam ochotę na wódkę. Ogromną wódkę. Na tak ogromną wódkę, która się nie skończy, przynajmniej zanim ja się nie skończę. Nie mam ochoty się wstawić, upić, czy nawet skuć do nieprzytomności. Mam przemożną chęć wlać w siebie ilość ostateczną. Nic z tego. Nie złamie mnie. We wtorek kolejna rozprawa z Paranoją w walce o dzieci.
 

© Trzeźwiejący Tata
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci