Menu

Trzeźwiejący Tata

O swoich dzieciach, eksach, alkoholizmie i trzeźwieniu.

XVI Porażka klona

mickjz

anio

XVI

Do przejechania dwadzieścia dwa przystanki, jakieś czterdzieści, może czterdzieści pięć minut. Ze stacji do polskiego kościoła jakieś pięć minut spacerem, w sam raz na papierosa. Dowiedziałem się, że największa ilość spotkań AA jak świat długi i szeroki odbywa się w przykościelnych salkach,. Nie jest to regułą, natomiast niejako naturalną konsekwencją tego czym jest wspólnota Anonimowych Alkoholików. Przynajmniej w pewnym sensie.

Wystartowałem od Góry i Lufki z drobnym zapasem czasu na wypadek gdybym zabłądził, czy miejski transport miał mnie jakoś zawieść. Generalnie, po prostu nie lubię się spóźniać. Znalezienie kościoła nie zajęło mi za wiele czasu. Zdążyłem zapalić jeszcze jednego papierosa, tym razem w towarzystwie kilku jegomości, jak słusznie przypuszczałem, również czekających na to co ja, z tą drobną różnicą, że oni nie po raz pierwszy. Przywitałem się z nimi i zapytałem czy to tu, na co niemal chórem mi odpowiedzieli, że jestem w dobrym miejscu, a jeden z nich dodał, że jeśli mam ochotę to mogę już się udać na miejsce, a tam ktoś zrobi mi kawę lub herbatę i poczęstuje czymś słodkim. Miło.

Dookoła stołu siedział tuzin osób i co kilka chwil dochodziły następne, uzbierało się lekko ponad dwadzieścia witających się ze sobą z uśmiechem i podając dłonie, przytulając i klepiąc po plecach. Kiedy ten drobny tłum się schodził przestudiowałem dwanaście kroków i dwanaście tradycji AA, rozwieszonych na sporych plakatach wiszących na ścianach za rzędami krzeseł. Co i rusz odwołanie do boga. W świetlicy przykościelnej. Nie podobało mi się to. Przyszedłem tutaj szukać pomocy w trzeźwieniu a nie zbawienia. Walczyłem ze sobą by wstać i wyjść, uznając całą moją wyprawę za bezsensowną pomyłkę.

Równo o pełnej godzinie jedna z osób podniosła ze stołu dzwonek i ogłosiła rozpoczęcie spotkania
- Witam wszystkich na mitingu AA, mam na imię Wojtek i jestem alkoholikiem, mam zaszczyć poprowadzić dla nas dzisiejsze spotkanie. Proszę wszystkich o powstanie do modlitwy.

O cholera! Poważnie? Gdzie ja trafiłem?! Miał być miting AA, a to serio jest zebranie jakiejś przybudówki do katolickiej sekty. Zerknąłem w stronę drzwi od których dzieliło mnie nieco zbyt wiele osób by wymknąć się niezauważonym.

Wszyscy podnieśli się z krzeseł i uformowali wokół stołu zamknięty krąg łapiąc się za ręce.
- Boże, użycz mi pogody ducha, abym godził się z tym, czego nie mogę zmienić, odwagi, abym zmieniał to, co mogę zmienić, i mądrości, abym odróżniał jedno od drugiego. - wyrecytowali zgodnym chórem, po czym na powrót zajęli swoje miejsca.
- Mam na imię Wojtek i jestem alkoholikiem - powtórzył prowadzący - na dzisiejsze spotkanie zaproszenie przyjął Andrzej, za chwilę po odczytaniu preambuły AA oddam mu głos, by podzielił się z nami swoją nadzieją, siłą i doświadczeniem. 
- Mam na imię Andrzej i jestem alkoholikiem, - odezwał się mężczyzna, który jak mi się wydaje mógł być moim równolatkiem - dziękuję grupie za zaproszenie i chęć wysłuchania mnie. 
Czysty, ogolony, dobrze ubrany, w nieprzypadkowo do siebie dobrane spodnie, koszulę i marynarkę. Jeśli nie elegancja, to na pewno wyważona estetyka. Mógłbym bez pudła odgadnąć jego wiek, lecz nutę zwątpienia zasiewały bruzdy na jego twarzy i zniszczone ręce. Jak się okazało w trakcie jego opowieści, pamiątki po długich tygodniach dni i nocy spędzanych w prymitywnych schronieniach naprędce kleconych w cudzych ogrodach, parkach miejskich, bądź wręcz pod gołym niebem.

Facet zaczął opowiadać swoją historię. Skupił się na, nazwijmy je, momentach zwrotnych swojego życiorysu, głównych motywach nim kierujących, i najczęstszych schematach jakie brały górę w jego postępowaniu. Miałem wrażenie, że nie opowiadał swojego życiorysu, tylko mówił o mnie. O kipiącej we mnie złości, niby na ex, a tak naprawdę na cały świat, oczywiście wyłączając siebie. O wszystkich możliwych usprawiedliwieniach dla swoich postępków, o kłamstewkach i kłamstwach mających mnie wybielić w czyichś oczach, również w swoich własnych. O ogromnym poczuciu winy budującym się przez lata, i przez lata podejmowanych próbach przykrycia go poczuciem krzywdy. O znoszeniu swojego spojrzenia w lustrze i zakładaniu maski z dobrą miną do fatalnej de facto gry. O stopniowym odsuwaniu się od znajomych oraz rodziny, traceniu sensu a przedtem dorobku swojego życia, pracy, wszystkiego po kolei. Wszyscy zebrani w skupieniu słuchali jego opowieści i tylko od czasu, do czasu, milcząc kiwali głowami przytakując. Opowiadał też o nich.

Każdy alkoholik w swoich oczach jest kimś jedynym i wyjątkowym, najważniejszym i bezapelacyjnym pępkiem świata. Im dłużej się tak oszukuje, tym dłużej trwa zanim zacznie się leczyć z tej paskudnej choroby. Bywa, że wierzymy w to do śmierci, bardzo rzadko z przyczyn naturalnych, bywa, że wierzymy w to nawet po zaprzestaniu picia. Dlatego tyle boga w dwunastu krokach, w tradycjach, w całym ruchu AA. Boga, jakkolwiek go pojmujemy. 
Istota AA nie polega bynajmniej w zachęcie do zaprzestania picia i utrzymania abstynencji. Nie jedynie. Nie polega też na nawrócenie się na "ścieżkę pana", rozumianego jako brodatego dziadka siedzącego na chmurze i bacznie obserwujących nas z góry. Tak naprawdę chodzi o zachętę do, tak bardzo niemodnego dzisiaj, rozwoju duchowego. Spojrzenia w głąb siebie i dostrzeżenia swoich błędów, nazwania ich i zaakceptowania potknięcia i upadku. O dostrzeżenie swoich dobrych stron, dzielenia się nimi, pomagania sobie i innym, by z ich pomocą nie upadać już więcej.

Miting dobiegł końca a ja siedziałem i pozwoliłem by powoli dochodziło do mnie to, czego właśnie byłem świadkiem. Dwudziestu paru wykolejeńców życiowych z uśmiechem na ustach podchodziło do mnie, każdy pytał czy czegoś mi nie potrzeba, czy nie zostawię mu, czy jej numeru telefonu oferując swój, zaznaczając, że jeśli tylko będę w dołku czy potrzebie mam koniecznie zadzwonić. Jeśli będę chciał pogadać o pogodzie to też. Nie potrafiłem nic powiedzieć tylko potakiwałem głupkowato się uśmiechając. W końcu wydusiłem z siebie:
- Bardzo miło mi było was wszystkich poznać. Dziękuję za miłe przyjęcie.
- Marcin, alkoholik - powiedział i podszedł jeden ze stałych bywalców mitingu - cieszymy się, że ci się podobało, proszę byś przestrzegał pewnej reguły jaka nas wszystkich obowiązuje we wspólnocie AA. Zanim się wypowiemy w jakiejkolwiek kwestii, najpierw się przedstawiamy.
- Mam na imię Mick i jestem alkoholikiem.

Komentarze (1)

Dodaj komentarz
  • najlepszy-katolik

    Bądźcie trzeźwi! Czuwajcie! Przeciwnik wasz, diabeł, jak lew ryczący krąży szukając kogo pożreć. Mocni w wierze przeciwstawcie się jemu!!! 1P 5.8
    Dlatego polecam prawdę objawioną by uniknąć piekła.

© Trzeźwiejący Tata
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci