Menu

Trzeźwiejący Tata

O swoich dzieciach, eksach, alkoholizmie i trzeźwieniu.

XIII Punkt bez powrotu

mickjz
Zrzut_ekranu_20190131_o_11.45.33
 
Mam na imię Mick i jestem alkoholikiem.
 
Alkohol u mnie w domu był prawie zawsze. Butelka, lub dwie małego piwa w lodówce. Wino, białe dla niej, czerwone dla mnie. Czasem do obiadu, czasem po, innym razem wieczorem. Wódka i martini, gin, tequila, whisky. W zasadzie nic nadzwyczajnego, norma.
 
Kiedy jakiś czas po narodzinach drugiego dziecka nasz związek zaczął się sypać i coraz częściej wieczory spędzaliśmy na słownych przepychankach, ten alkohol zniknął. Coraz rzadziej wpadali do nas goście, których można by nim ich poczęstować. Znikał, bo coraz częściej ja sięgałem po niego, więc nawet gdyby goście się zjawili, powstałby się dylemat - kawa, czy herbata?
 
W nudnym życiu pary na dorobku niewiele się dzieje, niewiele więc jest nowych wątków, jakie można by wpleść w rozgrzaną wymianę argumentów. Im bardziej te kłótnie stawały się nudne, tym bardziej były frustrujące. Im bardziej ona starała się podkreślić swoje racje, ja tym bardziej miałem to gdzieś. Im mocniej okazywałem swą ignorancję, tym bardziej ona chciała postawić na swoim. Zaklęliśmy naszą waśń w diabelski krąg, wypychając to co kiedyś nas połączyło jak najdalej za ring, by przypadkiem nie złapać tego choćby kątem oka.
 
Znając scenariusz wydarzeń każdego kolejnego wieczoru, zaopatrywałem się coraz częściej w
piersiówkę swojej ulubionej łychy i z każdym wyrzutem Paranoi a swoim kolejnym łykiem stawałem się bardziej głuchy. Tak mijały miesiące, a ja zacząłem być gościem w swojej sypialni. Kupiłem nawet rozkładaną sofę, bo ta w salonie średnio nadawała się do spania.
 
Kiedy Paranoja zniknęła wraz z dziećmi, moje urażone ego wyło o zemstę. Kobieta, która urodziła mi dwójkę dzieci zabrała mi je i mnie zostawiła. Mnie, inteligentnego, czułego i szarmanckiego, wygadanego i dowcipnego. Przecież to nie mogła być prawda! A jednak była. Musiałem jej pokazać, kto tu jest najlepszy, i że takich jak ona mogę mieć na pęczki. Zacząłem wieść iście kawalerskie życie i stałem się seryjnym monogamistą.
 
Przez moją sypialnię zaczęła przewijać się mała armia kobiet. Zawsze, tak jak i ja, lekko podlanych fikuśnym drinkiem. Kilka spotkań, kilka głębszych, kilka nocy, i kiedy tylko wyczuwałem, że dana pani ma zamiar mnie kompletnie uleczyć z samotności, rozwodu i tęsknoty, grzecznie przypominałem, że nie taka była umowa i tłumaczyłem, że nie zadzwonię, i zaczynałem się rozglądać za kolejną. Friends with benefits only.
 
Tak rozpędzony zrywałem kolejne kartki z kalendarza i koronkową bieliznę z kolejnych bioder. Whisky i wszystko inne z procentami stanowiło jeszcze element zabawowy, antidotum na nudę, złość i jakiego innego jeszcze usprawiedliwienia chciałbym użyć. Jakiekolwiek by nie było, skutkowało jedynie ciągiem dalszym, nawet bez prób refleksji nad tym co robię.
Nie zastanawiała mnie wtedy ani ilość wypijanego trunku, ani częstotliwość sięgania po niego. Dzisiaj wiem, że to był moment krytyczny, ostatnia chwila by się opamiętać przed przekroczeniem punktu, po którym nie ma już powrotu.
 
Wśród tych kobiet, które były częstszymi, czy rzadszymi gośćmi w moim domu, znalazła się Lady GaGa. Fascynująca artystka, również po swoich własnych przejściach matrymonialnych i z odchowanym narybkiem. Polubiliśmy się, jak mi się wydawało, i żyliśmy przez pewien czas niemal jak zwyczajna para. Nigdy nie robiła mi wyrzutów z powodu imprezowania. Czasem tylko napomknęła, że marnuję czas, pieniądze i emocje, i trwała przy mnie. To co wydawało mi się lubieniem, z jej strony okazało się być czystą, bezwarunkową miłością, z czego zdałem sobie sprawę po czasie i dużo za późno. To dzięki jej opiece moja niecna przygoda z pijaństwem skończyła się w szpitalu, a potem u Góry i Lufki, a nie na cmentarzu. Do dzisiaj słyszę od niej ciepłe słowa i dostaję wsparcie nie do przecenienia.
 
Wtedy zacząłem dopuszczać do siebie myśl, że chyba przeginam z piciem, ale zastanowienie takie przychodziło tylko czasem, po co którymś kompletnie pijanym weekendzie, kiedy wstanie w poniedziałkowy poranek do pracy wymagało ode mnie niemałej dawki heroizmu. Raz i drugi przemknęło mi przez głowę, że mógłbym dla niej zaprzestać regularnych zabaw butelką. Nawet próbowałem jej się oświadczyć. Oczywiście nie tak jak się to powinno robić, na opak i kompletnie od czapy, tak jak dyktuje alkohol a nie zdrowy rozsądek. Magia chwili po kilku toastach, nie mająca wiele wspólnego z rzeczywistością. Całe szczęście była mądrzejsza i mnie spławiła, kręcąc przy tym głową z mieszaniną rozczarowania, smutku i zapewne zażenowania.
 
Co ja zrobiłem w zamian? Postanowiłem sobie znaleźć kobietę wpatrzoną we mnie jak w obrazek, która będzie stać za mną murem, choćby nie wiem co, i gotową urodzić mi dziecko. Chciałem być ojcem, przeżyć swoje ojcostwo z jakiego ograbiła mnie ex. Odprawiłem ją więc, powiedziałem GaDze, że już nie zadzwonię. Pozbyłem się kobiety, której właśnie chciałem szukać.

© Trzeźwiejący Tata
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci