Menu

Trzeźwiejący Tata

O swoich dzieciach, eksach, alkoholizmie i trzeźwieniu.

VIII Odlot

mickjz

samolot

Mam na imię Mick i jestem alkoholikiem.

Droga z autobusu do domu wiodła pod górkę. Dosłownie i w przenośni. Powoli stawiałem coraz bardziej zmęczone kroki. Chciałem i nie chciałem tam dojść. Wykąpać malce, położyć je spać. Poczytać do snu i pocałować na dobranoc. Potem czekać, aż ona się wykąpie, obejrzy coś w telewizji, lub nie, wygłosi swą listę skarg i zażaleń, lub nie.

Pozwolić sobie zareagować, czy nie? Wyprzedzić ją, czy cierpliwie siedzieć cicho. Wolałem zawczasu nalać sobie szklankę whisky i mieć to gdzieś. Nie lubiła gdy piłem w domu. Obrażała się i zamykała w sobie. Miałem spokój. Miałem?

Nie potrafiłem już zareagować na jej pretensje. Wiedziałem, że to są emocje, które niewłaściwie adresuje. Z drugiej strony kto miał być ich adresatem? To przecież ja byłem robolem, dzień w dzień wracającym z pracy mniej lub bardziej umorusany. Gdzie się podział ten książę na białym koniu z którym się wiązała? Zawsze nienagannie ubrany, czysty, ogolony.

Ja wynajmowałem rodzinie mieszkanie za niebotyczny czynsz, zamiast spłacać kredyt za własne lokum, kiedy jej ojciec w tym wieku kończył właśnie budowę domu. A ona całe dnie z pieluchami, pranie, gotowanie, i porozrzucane po całym domu zabawki. Nie pamięta nawet jak to jest wypić kawę w wygodnym fotelu na plotkach z przyjaciółką.

Z biegiem dni i tygodni nauczyłem się wychodzić z domu tuż po zaśnięciu dzieci. Uciekałem jak najdalej od gęstej atmosfery, odjeżdżając autobusem na najodleglejszą pętlę, po to by się przesiąść i jechać na jeszcze dalszą. Coraz częściej z piersiówką zamiast książki zakupioną w pierwszym lepszym sklepiku za rogiem.

Wracałem gdy cały dom był pogrążony w ciszy i ciemności. Wszyscy spali. Przykrywałem się kocem na sofie w salonie i łapałem kilka godzin snu, zanim dzieci nie zeszły do mnie ze swojego pokoju. Budziły mnie i mieliśmy nasze kilka wspólnych chwil razem, póki nie musiałem wyjść dalej brudzić się w pracy.

Mała Mi już nawet nie pytała dlaczego znów spałem na dole a nie z mamą w naszym pokoju. Z jednej strony brak tego pytania sprawiał mi ulgę, bo nie musiałem się głowić jak na nie znowu odpowiedzieć. Z drugiej zaś, rozdzierał mi serce. Mała mi już się przyzwyczaiła do tego stanu rzeczy. Stał się dla niej normą.

Ta beznadziejna flauta potrafiła trwać dniami i tygodniami. I ona i ja zbieraliśmy w sobie te wszystkie niedopowiedzenia, wykrzykniki i znaki zapytania, aż wściekle ujadając eksplodowały. Kąsały bezlitośnie, nie musiały się mitygować za zamkniętymi drzwiami salonu i dziecięcej sypialni. Tak siebie oszukiwaliśmy nie biorąc w tej wojnie jeńców. Żadnych.

Jedenaście miesięcy i dwa tygodnie po ślubie, który miał być lekarstwem, rzuconym sobie nawzajem kołem ratunkowym, a okazał się farsą nad farsami, wracając do domu natknąłem się pod klatką schodową na trzech osiłków wnoszących do dostawczaka meble z pokoju moich dzieci. Paranoja stała obok z Cześkiem w wózku i z Małą Mi za rękę. Wydawała ostatnie polecenia trójce tragarzy oraz taksówkarzowi. 
- Nie przeszkadzaj, bo wezwę policję. - zwróciła się do mnie. - Z resztą zrobiłbyś z siebie idiotę. Firma przeprowadzkowa i taksówka są zamówione na twoje nazwisko. Ty za to płacisz. I za wiele innych rzeczy też mi zapłacisz. Pa! Dzieci pożegnajcie się z tatą, tata niedługo do was przyleci.
Wsiadła z dziećmi do taksówki, która zabrała ich na lotnisko. Tego wieczoru po raz pierwszy piłem bez opamiętania, do utraty przytomności.

 
 
 
 

© Trzeźwiejący Tata
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci