Menu

Trzeźwiejący Tata

O swoich dzieciach, eksach, alkoholizmie i trzeźwieniu.

VII Prawda

mickjz
kawa
 
Mam na imię Mick i jestem alkoholikiem.
 
Wejście w rutynę szpitala terapeutycznego, złośliwie, ale i nie bez przyczyny, nazywanego przez niektórych psychiatrykiem, nie zajmuje zbyt wiele czasu. Gorzej z jej polubieniem. Bywa wręcz, że to nie następuje nigdy. Z kilku przyczyn.
 
Po pierwsze i najważniejsze, alkoholik wie najlepiej, nie tylko co ma robić, z kim, kiedy. Co ma myśleć i o czym. W zasadzie, alkoholik wie najlepiej wszystko. O wszystkim i wszystkich. Oczywiście o sobie przede wszystkim. Więc jakim cudem, ten czy inny terapeuta, ma w ogóle czelność mnie poprawiać, strofować, kazać coś zrobić?! Nie dość, że kazać coś zrobić, to kazać to zrobić inaczej. Ale terapeuci to tylko wierzchołek góry lodowej.
 
Ten niemały tłum sunący w kapciach przez całe dnie po korytarzach, pomiędzy pokojami a salami zajęć, gabinetami terapeutycznymi, świetlicą i, przede wszystkim, palarnią, też przecież ma swoje zdanie na każdy temat. Oczywiście jedyne słuszne. Najsłuszniejsze.
 
Jakim cudem ja mam się zidentyfikować w jakikolwiek sposób z tym typem, który wsiąkał denaturat? Przecież ja kulturalnie konsumowałem sobie browarki. Gdzie mi tam do niego?
A ta? Waliła spirytus techniczny, przy dzieciach! Ma tu siedzieć i się poprawiać, bo inaczej sąd je jej odbierze. Ten za to, to dopiero degenerus! Przepił spadek, firmę, dom, samochód, a na koniec żonę i obrączki ślubne. I jeszcze się rzuca gnój. Bo on jedyny wie co to być na szczycie i stracić wszystko i wylądować pod płotem, pod którym szczali na niego byli pracownicy. Ten kradł żeby się napić, ta się puszczała, tamten to już w ogóle, nie dość, że pił to jeszcze ćpał.
 
Ja? Mi się tylko podwinęła noga, gdy zostawiła mnie żona, przez co zbyt często zacząłem sięgać po whisky. Potem dobiła druga kobieta i zacząłem pić z żalu bez przerwy. I ja sam tu przyszedłem się leczyć. Z własnej nieprzymuszonej woli, a nie z nakazu sądowego, czy na siłę zamknięty przez rodzinę. Nikt nie ma prawa stawiać mnie w jednym szeregu z tą całą resztą.
 
Kilkudziesięciu pacjentów na oddziale i każdy z inną historią. Wszystkie historie takie same. Ale nie moja. Oczywiście.
 
W dodatku, przecież oni nawet mnie nie rozumieją, nie potrafią zrozumieć. Kiedy czytam swoje prace na zajęciach, nie potrafią ich skomentować, nie udzielają, tak bardzo wymaganej przez terapeutów informacji zwrotnej, bo nie kumają o czym do nich mówię. Zwarte szeregi przepitych beretów. ALKOHOLICY!
 
Owszem, ja też jestem alkoholikiem. Ja jednak nie przyjechałem tutaj by na nowo uczyć się chodzić. Ja tylko muszę oduczyć się raz na zawsze sięgać co i rusz po szklankę z wódką.
Nie czułem się częścią tego stada. Mam tu spędzić dwa miesiące i wyjść uleczony. Nie muszę się z nimi zaprzyjaźniać. Oni ze mną też. Z resztą niby jak? Śmiechu warte.
 
Spędzałem z nimi czas, cały czas. Poznawałem, wydawało by się, że ich. Przy rozmowach, fajkach i kawie. Przy poszukiwaniu azylu od ośrodka na tych krótkich spacerach po parku. Co ciekawe, prawie nigdy nie spacerowałem sam. Nie ja jeden szukałem odrobiny wytchnienia od szpitalnych murów. Z każdym dniem ten i ów, wszyscy po kolei, stawali mi się bliżsi. Nie. Ja stawałem się bliższy im? Nie! Nie wiem…
 
Po około półtorej tygodnia pobytu w ośrodku, po pobudce, jak zwykle zbyt wcześnie, nie zechciało mi się zejść na dół do palarni z zaparzoną kawą. Nie będę się z nimi witał. Mam w dupie ich i cały ten ośrodek. Tę całą terapię i robienie wody z mózgu.
 
Erupcja niepohamowanej złości. Frustracja i niema agresja. Łzy. Papieros za papierosem i ciskanie kurwami na lewo i prawo. Czego wy ode mnie chcecie?! Przecież dałem się tu zamknąć jak w klatce i z zaciśniętymi zębami dzień po dniu robię o co prosicie! Czego jeszcze?! Kręcę się tutaj razem z tymi, tymi…
- Alkoholikami? Geniuszami autodestrukcji? - podpowiedział Mumin, który zszedł do mnie na palarnię gdy wszyscy już byli na kolejnych zajęciach. - Mick, nikt ciebie tu na siłę nie trzyma. Możesz wyjść tą bramą w każdej chwili. Możesz wyjść, tak samo jak oni wszyscy. Tak samo.
 
Tak samo jak oni wszyscy. Taki sam jak oni wszyscy. Taki sam.
 

© Trzeźwiejący Tata
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci