Menu

Trzeźwiejący Tata

O swoich dzieciach, eksach, alkoholizmie i trzeźwieniu.

IX Komfort kontra komfort

mickjz

komfix

 

Mam na imię Mick i jestem alkoholikiem.

Mam na imię Mick i jestem alkoholikiem.
 
Trzy miesiące po wyjściu z Ośrodka zaczynam zaznaczać na mieście swoje nowe ścieżki. Tak samo w marketach. Zamiast do działu zabawkowego, czyli tego z alkoholem, zaglądam do zwierzaków. A to jakaś karma dla Miałka, a to myszka na sznurku, kulka z dzwonkiem, czy może jakiś smakołyk.
 
Cierpliwie wykreślam kolejne dni ze ściennego kalendarza do spotkania z malcami. Przy okazji wyjść na zakupy zawsze zachodzę do tych prawdziwych działów z zabawkami. Szukam, kręcę nosem, przeglądam, wybieram. Zawsze jakaś drobinka musi być. Pluszak do tornistra, ludzik lego, puzzle. Trzy rozmiary tego samego wzoru t-shirta, 158, 134, 86. Zawsze żałuję, że też dla starych nie robią.
 
W międzyczasie odbieram i wysyłam pisma procesowe. Za każdym razem, kiedy udaję się na pocztę po awizowaną przesyłkę, kroczę z duszą na ramieniu. Co tym razem? Co dzisiaj? Komornik? Który? Od byłej żony, czy od byłej narzeczonej? Skarga? Wezwanie do wyjaśnienia? Pozew? Co wymyślą? Tak, wymyślą. Razem.
 
Potem siedzę wieczorami i przedzieram się przez chaszcze forów internetowych z poradami prawnymi i wypisuję odpowiedzi, tłumaczenia, prośby. "Wysoki Sądzie, to nie tak, że…" Potem cierpliwie czekam na sprawę, odpowiadam na dziesiątki pytań, dziękuję za poświęcony czas i czekam na kolejną wizytę w tym gmachu, by po raz kolejny opowiedzieć, że nie jestem wielbłądem. Żartuję sobie, że niedługo zaczną mi naliczać czynsz. Swoją drogą, ciekawe kiedy skład sędziowski zorientuje się, że nie tylko ja, ale on też jest nękany.
 
Zawsze zachodzę w głowę! Jak to się stało, że póki siedziałem na Wyspie Prosperity i przylatywałem co dwa miesiące, nierzadko oczywiście na ciężkim kacu, by się zobaczyć z dziećmi, by pójść z nimi do kina, czy na basen, odwiedzić kuzynostwo, czy po prostu spędzić cały weekend na konstruowaniu całych światów z kloców lego, wszystko pasowało i nie byłem żadnym zagrożeniem dla dzieci. Gdy postanowiłem wrócić, pójść do specjalistów i poprosić o pomoc w wytrzeźwieniu. Gdy w końcu przyznałem się do zarzucanego mi przez Paranoję i Złośnicę, i nie tylko przez nie, alkoholizmu i zacząłem nad sobą pracować, konsekwentnie i bez opieprzania się od początku do końca, ni stąd, ni z owąd stałem się niebezpiecznym psychopatą, przed którym należy chronić jego dzieci. Szczególnie po godzinie osiemnastej, czym argumentują niechęć do pozostawienia dzieci u mnie na noc. Na noc, jak to wcześniej, najzwyczajniej w świecie bywało, bez jak się okazuje, żadnej szkody dla dzieci, a już na pewno bez ich obiekcji. Tymczasem próbują zgodnym chórem dowieść, że po powrocie z emigracji stałem się lokalną wersja dr. Jekylla i mr. Hydea. Byłoby zabawne , gdyby nie tragiczne.
 
Czasem, w trakcie tych, nieco przydługich, samotnych wieczorów, kiedy na siłę wręcz próbuję coś czytać, lub oglądać, nie potrafię rozpędzić natrętnych myśli. Takich jątrzących, wkurwiających, wywołujących najgorszą z możliwych złość. Tą niemą, duszoną w sobie.
Bezsilność z posypką z niecierpliwości. To danie się szybko przejada.
 
Każdy wtajemniczony, czy to przyjaciel, rodzina, czy lekarz i psycholog napomykał od czasu do czasu.
- Wracaj do kraju, zajmij się terapią i wytrzeźwiej, bądź bliżej dzieci. One potrzebują ciebie, tak jak ty potrzebujesz ich. Będzie ci łatwiej zwalczyć depresję mając je na wyciągnięcie ręki. Będziesz bardziej zmotywowany by nie złamać abstynencji i do pracy nad swoim stanem…
 
Wiele razy słyszałem tę mantrę. Wiele razy ją zbywałem, albo reagowałem złością. Lubiłem to miejsce, w którym spędziłem większą część swojego dorosłego życia. Na serio się tu zadomowiłem.
 
- Mick, jeśli nie przeniesiesz się do rodziny i dzieci, za jakiś czas, może nie być już komu się leczyć. - powiedziała pani psycholożka. - Będąc z nimi częściej niż raz na dwa miesiące, dajesz sobie szansę, teraz, niestety, tak naprawdę tylko przedłużasz sobie cierpienie.
- I jak pani sobie to wyobraża? Exy z uśmiechem przyjmą komunikat, że nie będzie mnie stać na tak wielkie alimenty dla dzieci? A co z pracą? Nie mam 20 lat, tylko 40. Mam zaczynać wszystko od początku? - te i setki innych pytań atakowały ją moimi ustami.
 
Płaciłem regularnie Zazdrosnej i Żółci na dzieci i nic nie mogły mi zarzucić. Im też pasowało, że jestem daleko, że nie pojawiam się w przedszkolu, czy w szkole. Co z oczu to z serca, a ja tu nagle wyskakuję jak diabeł z pudełka i wpycham się na pełny etat. Nie dają mi do tego prawa. Najchętniej odarły by mnie z ojcostwa do białej kości i w majestacie prawa. Albo i bez, o ile bym je uposażył w ubezpieczeniu.
 
Dlaczego tak uparcie trzymałem się tego molocha? Dlaczego odpychałem myśl o porzuceniu go, jak diabeł puchar ze święconą wodą? Dlaczego tak się wzbraniałem? Bo byłem sam. Nikt mi nie mówił co i kiedy mam robić. A co chciałem robić? Dobrze zarabiać i pić. Już dawno minął ten moment kiedy alkohol miał rozweselić, zalać smutki, zabić nudę. Już nie piłem bo chciałem. Piłem bo musiałem. W komforcie niemal absolutnym.
 
 

© Trzeźwiejący Tata
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci